Ludzka historia ipada z rozbrykaną trąbą.

Wszyscy lecimy na autopilocie. Nawet ty, Brutusie, który jesteś przeciwko mnie i jak na aroganckiego Rzymianina przystało myślisz sobie, że głupoty gadam, ty też lecisz na autopilocie i to nawet może w lepszym stylu niż niejeden z nas. Ludzkość w ogóle jest arogancka. Przekonana, że wie wszystko, a tymczasem własnego poletka najczęściej zaorać porządnie nie … Czytaj dalej Ludzka historia ipada z rozbrykaną trąbą.

Hello google! Gdzie ten sens?

Było to całe lata temu.... W wieku chrystusowym, z dwoma walizkami dobytku i carte blanche na życie wylądowałam na JFK. Potem przez trzy tygodnie patrzyłam jak pięknie kwitną magnolie. Był marzec i był Manhattan, oddalony o 27 minut drogi, a z lustra spoglądały na mnie zaciekawione oczy z prostym pytaniem „co teraz?” Wydawałoby się, że … Czytaj dalej Hello google! Gdzie ten sens?

Marzenia są jak tęcza

Ze wszystkich podróży, ta była inna. Bo może najbliżej marzeń po prostu. Peru. Październik 2017. Wcale nie gnało mnie tam jakoś tak od środka, ale jak już na miejsce dotarłam, tak całkowicie uległam. Może też to  wysokość sprawiła, że od momentu jak tylko w Cusco się znalazłam, tak nagle wszystko stało się jakby rzadsze i … Czytaj dalej Marzenia są jak tęcza

Walentynkowy blues…

Zapytał mnie pewien piękny człowiek: ile razy miałaś serce złamane? Jego serce właśnie pękło, więc był lekko nadwrażliwy. Ale ładne miał ramiona, dużo tatuaży i świecące oczy przepełnione smutkiem. Któż by chciał takiego porzucić, powoli sobie myślałam, udając, że szukam odpowiedzi na zadane mi pytanie. Bo że porzucił, to jasna była sprawa. Taki był przecież … Czytaj dalej Walentynkowy blues…

Po co to wszystko?

Lubię pisać na dwa sposoby. Na wesoło, albo na odlotowo. To odlotowe pisanie to bardzo lubię, bo zabiera mnie tam gdzie sprawy robią się pluszowe, a gęste mgły są jak ciepłe kołderki. W odlotowym tekście mogę prawie wszystko, mogę być kim chcę, robić co chcę, no a przede wszystkim to mogę projektować sobie rzeczywistość jak jakiś … Czytaj dalej Po co to wszystko?

Pięć lat po orbicie.

7 lutego 2013 roku kobieta o zielonych oczach ułożyła mnie do snu. Kiedy się obudziłam nie miałam cycków, ale chuj tam! Zrobiłam sobie nowe. W Wigilię, jeszcze tego samego roku Wes, mój małżonek, złożył toczoną zmartwieniami głowę w mojej perfekcyjnej, silikonowej dolinie.  Dzisiaj mija pięć lat, pięć lat, które otwierają przede mną kolejny, nowy rozdział. … Czytaj dalej Pięć lat po orbicie.