Podróż do źródeł

Przyjechałyśmy do Esalen, w piątek po południu. Samo dotarcie do tego miejsca to już doświadczenie. Podróż do Esalen to takie kino drogi Jarmusha, wędrówka w nieznane, wymuszająca ciągły ruch i pewną taką intymność. Godziny spędzone w samochodzie, rozmowy płytkie i głębokie, muzyka, śmichy chichy i ten nieustannie zmieniający się krajobraz za oknem. Przepastna Ameryka, rozciągnięta … Czytaj dalej Podróż do źródeł

Hello google! Gdzie ten sens?

Było to całe lata temu.... W wieku chrystusowym, z dwoma walizkami dobytku i carte blanche na życie wylądowałam na JFK. Potem przez trzy tygodnie patrzyłam jak pięknie kwitną magnolie. Był marzec i był Manhattan, oddalony o 27 minut drogi, a z lustra spoglądały na mnie zaciekawione oczy z prostym pytaniem „co teraz?” Wydawałoby się, że … Czytaj dalej Hello google! Gdzie ten sens?

Walentynkowy blues…

Zapytał mnie pewien piękny człowiek: ile razy miałaś serce złamane? Jego serce właśnie pękło, więc był lekko nadwrażliwy. Ale ładne miał ramiona, dużo tatuaży i świecące oczy przepełnione smutkiem. Któż by chciał takiego porzucić, powoli sobie myślałam, udając, że szukam odpowiedzi na zadane mi pytanie. Bo że porzucił, to jasna była sprawa. Taki był przecież … Czytaj dalej Walentynkowy blues…

Po co to wszystko?

Lubię pisać na dwa sposoby. Na wesoło, albo na odlotowo. To odlotowe pisanie to bardzo lubię, bo zabiera mnie tam gdzie sprawy robią się pluszowe, a gęste mgły są jak ciepłe kołderki. W odlotowym tekście mogę prawie wszystko, mogę być kim chcę, robić co chcę, no a przede wszystkim to mogę projektować sobie rzeczywistość jak jakiś … Czytaj dalej Po co to wszystko?

Pięć lat po orbicie.

7 lutego 2013 roku kobieta o zielonych oczach ułożyła mnie do snu. Kiedy się obudziłam nie miałam cycków, ale chuj tam! Zrobiłam sobie nowe. W Wigilię, jeszcze tego samego roku Wes, mój małżonek, złożył toczoną zmartwieniami głowę w mojej perfekcyjnej, silikonowej dolinie.  Dzisiaj mija pięć lat, pięć lat, które otwierają przede mną kolejny, nowy rozdział. … Czytaj dalej Pięć lat po orbicie.