Walentynkowy blues…

Zapytał mnie pewien piękny człowiek: ile razy miałaś serce złamane? Jego serce właśnie pękło, więc był lekko nadwrażliwy. Ale ładne miał ramiona, dużo tatuaży i świecące oczy przepełnione smutkiem. Któż by chciał takiego porzucić, powoli sobie myślałam, udając, że szukam odpowiedzi na zadane mi pytanie. Bo że porzucił, to jasna była sprawa. Taki był przecież w rozterce i mówił, że czasu mu trzeba, ucieczki od świata i tego wszystkiego, co składa się na wspomnienie.

Był rozczarowany i to ewidentnie przecież, tym, że jak jakiś szczeniak duszę i serce na srebrnym talerzu miłości złożył, lecz jak się dowiedział, to było za mało. A może się nie dowiedział wcale. Może po prostu tak sobie tylko tłumaczył. Zagłuszał ból, który krzyczał w nim Munch’iem na moście. A serce roniło wiele łez.

Poczułam się dziwnie w kontekście tej jego rozpaczy i nagle wszystkie moje serca złamane przestały mnie kompletnie boleć. Zapuściłam nawet żurawia, wewnętrznym okiem, w zakamarki duszy, ale i tam śladu nie było po sercach krwawiących i pomordowanych. Na ile prawda to była, a nie chwilowa iluzja dyktowana momentem, tego powiedzieć nie potrafię, ale nagle jasne się dla mnie stało, że choć za każdym razem serce me się łamało, to tak naprawdę nigdy złamane nie zostało.

Młoda bowiem wtedy byłam, głupia byłam. Serce moje było odnawialne. Można było noże w nie wbijać, szpady, widelce, sztyleciki, nożyce… Serce z martwych powstawało i z uporem godnym największego podziwu, lazło durne me serce w te same tarapaty. Do czasu. Bo pewnego dnia, serce moje dojrzało. I teraz patrząc w te piękne smutne oczy, na te silne ramiona i pełne znaczeń tatuaże, nie miałam odpowiedzi dla człowieka w rozterce.

Na szczęście lokalna Agata, również z tym samym pytaniem się borykała. I to ona rzuciła niby to od niechcenia mądrością taką z rodzaju: ty synku lepiej nie dyskutuj z panią. „Nie ma złamanych serc”, mu powiedziała. „Są tylko niespełnione oczekiwania”. I gdyby tylko słowa mogły strzelać z armaty albo z eleganckich pistoletów z rączką z kości słoniowej to i ona i on stanęliby do pojedynku o świcie. A więc wtedy kiedy mgły jeszcze ciągle pokrywają cały boży świat i ledwo widzisz przeciwnika w zamglonym świetle niewybudzonego poranka.

Och zezłościł się na nią, piękny nasz romantyczny bohater. Człowiek ze złamanym sercem, który odrzucił zdecydowanym gestem koncept niespełnionych oczekiwań. Wolał cierpieć i krwawić, wolał w mękach umierać niż przyznać, że marzeniami żył dotąd jak król w świecie, w którym królowie to rzadkość niesłychana.

Słuchałam, siedziałam i się przyglądałam. Do końca chyba nie czułam gdzie tu prawda znowu się schowała. Jego ból był mi w pewnym sensie miły. Nie, broń boże, nie czerpałam żadnej satysfakcji z tego krwawiącego serca, które resztkami sił biło wystawione na publiczny pokaz. Ale, zaprzeczyć temu nie mogę, poczułam lekki powiew sentymentu. Był jak słodki zapach krwi, która całkiem jest kusząca. I to bezbronne serce, takie nagusieńkie, rzucone na pożarcie umarłym poetom. Leżało sobie na stole w kafejce nad Pacyfikiem. Prawdziwie złamane. I może nieodnawialne….ever.

Z drugiej strony, miałam w pamięci mej krótkiej, znamienne te słowa lokalnej Agaty: „nie ma złamanych serc, są tylko niespełnione oczekiwania”. Cóż to za fantastyczna i kompletnie nieromantyczne prawda, pomyślałam. Taka prawda skurczybabka, która problem każdego serca w trzy minuty rozwiąże. Podła prawda, taka co się sama rzuci prosto w twarz bez wahania…. „Nie ma złamanych serc, są tylko niespełnione oczekiwania” – będzie szeptała straceńcom do ucha. Choć, bez rezultatu. Bo straceńcy prawd takich nie słyszą, podobnie jak i ocaleni, więcej już serc sobie nie łamią.

Takie oto myśli krążą człowiekowi po głowie w Walentynkowy wieczór przeplatany środą popielcową. I ja, jakem autor, nic na to nie poradzę…

 

2 uwagi do wpisu “Walentynkowy blues…

  1. a jednak serce kiedyś przestaje boleć…tym szybciej im szybciej człowiek przestaje żyć złudzeniami. Oczekiwania to własną ręką wybudowana pułapka. Są gwarancją kłopotów, bo jeżeli nad czymkolwiek mamy jakąś tam władzę czy kontrolę to tylko nad sobą. Cudzego serca ogarnąć się nie da. Nie i już.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s