Ot tak, po czterdziestce…

Wszystkie moje blogi zahakowali hakerzy z Indonezji. Dumnie, poumieszczali mi na moich stronach swoje zapisy, że to oni, mistrzowie świata, niedoścignieni i ogólnie pełni mocy, są sprawcami totalnego bezsensu . Po co to zrobili? Pojęcia nie mam. Ale teksty są nieczytelne, a ja za mało techniczna jestem, by całą sprawę odkręcić.

Idę więc na skróty i nowego bloga zaczynam. Bo to, że pisać muszę i że lubię to sprawa niejako oczywista i taka trochę poza mną. Muszę i już. Lubię i już. Słowa same układają mi się we frazy, najczęściej nieprzemyślane, zwyczajnie przypadkowe, nierzadko sensu pozbawione. Choć tylko na pierwszy rzut oka i przecież, że nie dla mnie. Bo ja sens widzę w każdej małej myśli, która wykluwa się z jaja mojej rozwydrzonej głowy.

Marzą mi się tysiące czytelników, choć wiem przecież, mam świadomość tego, że więcej „lajków” dostanie żona Hollywood’u pod fejsbukowym swym wpisem o tym, że oto oczekuje potomka, niż moje wyrwane z duszy, koronkowe, wychuchane wyrazy, piękne niczym śnieżnobiałe origami. I pewnie, że sobie schlebiam. Nie robiłam tego prawie nigdy, prawie przez całe życie, więc próżna wcale nie jestem. Za to doszłam wreszcie do wniosku, że pora zacząć schlebiać samej sobie.

Życie po czterdziestce w ogóle dodało mi tak jakoś skrzydeł. Może i Ameryka trochę ma tu swoich zasług, ale ogólnie to coraz łatwiej mi przychodzi, mówienie tego co myślę. Nie twierdzę przy tym, że mój odbiorca łapie wygenerowany przez mnie przekaz w lot, wygięty, powiedzmy, w zapierającej dech w piersiach, akrobacji. Aż taka do przodu, to ja nie jestem. Zrozumienie jest tutaj bowiem moim prywatnym skowronkiem, tym takim, który to dla mnie przegląda się w zwierciadle. Odbiorca, przypuszczam, całkiem nierzadko, nie wie nawet co takiego autor miał na myśli.  Dla przykładu mój mąż, prawie klasycznie nie pojmuje tego, co jako jego żona wyrażam słowem. No cóż. W małżeństwie i tak bywa.

Przy czym jak mam być szczera, to cały ten brak zrozumienia, aż taki straszny wcale nie jest. To właśnie sprawiła czterdziestka. I może trochę Ameryka. Przestałam się martwić o cały świat i jego dobre samopoczucie. Skupiam się na sobie i na tym, czy aby jest mi tak jak w niebie. Priorytety. W końcu przecież kiedyś trzeba było zrobić z nimi porządek.

Wyrażam zatem siebie bez filtra poniekąd. Cały ten filtr i tak niczemu nie służy. Może jedynie pogmatwaniu. Jest jak taka mała turbina, która wkręca człowieka w niezrozumienie. Albo w hejt, bo tenże w ostatnich czasach jest prawie jak tlen. Niektórzy żyć bez niego nie mogą. A ja nie mam ochoty na hejtowanie. Choć bywa, przyznać muszę, że sobie pooceniam, tego czy owego. To taka słabość, nad którą nie panuję i to pomimo tego, że lokalna Agata nieustannie mnie strofuje, że nic mi do nich, tych i owych, bo każdy z nich i tak własne życie żyje i żyć musi. No fakt. Nie mogę się nie zgodzić.

Poza tym, wiem aż nadto doskonale, ba! nawet w to wierzę na ślepo, że wszystko w życiu dzieje nam się po coś. Reagujemy rzecz jasna, najlepiej jak potrafimy, a sytuacje, żeby było ciekawiej, bywają różne. Nie wszystkie są pociągnięte słodkim miodzikiem, oj nie wszystkie. Wiele wymaga wzmożonego potu. Takiego spływającego po skroni, żłobiącego solne kaniony w tych przejmujących liniach zmartwienia na czole. I po co to wszystko, ja się pytam? Czy nie lepiej wytyczyć granice i zacząć żyć poza dramatem całego świata? W emocjonalnej linii prostej? Tylko wtedy takie życie zamienia się w życie po życiu. Bo człowiek, ten homo wariatus, musi się wznosić i upadać by żyć. No co, nie jest tak? Bohater romantyczny, mieszkaniec planety Ziemia, uwięziony w sinusoidalnym rozgardiaszu bulgoczących emocji.

A tymczasem różni guru, nieustannie każą nam szukać momentu. Tej chwili, która utknęła tu i teraz i nie jest ani trochę przeszła, ani na jotę przyszła, za to ma w sobie coś z przestrzeni bez ograniczeń. I nie ukrywam, że to mnie bierze. Tak dosadnie, z ciężkiej łapy mnie chwyta i zaczynam aspirować. A to błąd, bo nic tak chwili nie płoszy jak nadmierna ambicja. Irytuje mnie to trochę, ale jakoś radzę sobie z całą sytuacją. To znaczy, kiedy nie mogę mieć i być w przestrzeni nieograniczonego momentu, odpuszczam sobie i otwieram butelkę wina. Swoją drogą, w butelkach wina mieszka wiele momentów. Takich Dżinów zamkniętych w zielonym szkle. Pyk i już są na wolności. Z gracją wiją się po szkle wypełniając puchar przyjemności. I to jest ten moment, który lubię. Nadmiernie.

Pisanie, jeszcze tylko dodam, jest czasem jak medytacja. Zwłaszcza takie, bez żadnego celu. Niby gdzieś tam jest jakiś leitmotif, chociaż czy aby na pewno? Bo ja już się pogubiłam, pamiętam co najwyżej ostatni paragraf, ten o Dżinie w karafce wina, rzecz jasna. Cała reszta odeszła w niepamięć. I tylko nowe myśli się nieustannie rodzą, gotowe pójść w całkowicie nieznanym kierunku. Jak chmury, które płyną w nieskończoność.   

13 uwag do wpisu “Ot tak, po czterdziestce…

  1. Tesknilam za Twoimi rozmyslaniami…
    Swiat ktory tworze jest niesamowity, codziennie mnie zaskakuje 6 lat walki stworzylo nowa Mnie- napewno jestem poza granica dramatu Zycie jest cudowne ludzie sa cudowni ….
    Agata pisz ❤️

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dziękuję Basiu za miłe słowo i za pierwszy komentarz na tym blogu 🙂 a przede wszystkim za ten nieopanowany optymizm 🙂 Sześć lat to szmat czasu ale jeśli tylko doprowadził Cię tam gdzie czujesz się zwycięska to chylę czoła i nieodmiennie trzymam kciuki. Za nową Ciebie kochana!

    Polubienie

  3. Przyznaje ,ze mnie rowniez Ciebie brakowalo ,ale wiedzac ze bylas na zasluzonych wakacjach ,cierpliwie czekalam .Fajnie ,ze juz jestes ja walcze bo warto kazdy dzien przynosi nowe zmiany .No ,a najwazniejsze po tylu latach odkrylam ze ja jestem tak jakos skonstruowana na nowo .Agatko pisz jestes kobieta stworzona do piora masz lekka reke i fajnie ,w sposob bardzo wyluzowany przekazujesz .
    Pisz Agatko ❤

    Polubione przez 1 osoba

  4. Chyba większość czterdziestolatek zaczyna zmieniać swoje życie, ja też…Mamy doświadczenie życiowe i nie boimy się wyrażać swoich myśli. Bardzo przyjemnie się czyta 🙂 Ja dopiero raczkuję w tej dziedzinie haha

    Polubienie

  5. Zycie po czterdziestce to rzeczywiscie inna perspektywa. Człowiek mądrzejszy sie staje i chyba bardziej wewnętrznie spokojny. No i lepiej wie czego chce, a to daje mu grunt. Mlodosc jest fajna ale taka glupiutka 😉 Mysli ze jest niesmiertelna. Z wiekiem licza sie chwile. Tu i teraz. Trzeba o nie dbac 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i dziekuje za komentarz.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s